Jo-jo po odstawieniu GLP-1

Mogę się znów zablokować i krążyć bez końca myślami wokół odchudzania albo zaakceptować, że na razie to tak musi wyglądać. Zaliczam właśnie potężne jo-jo po odstawieniu GLP-1. Nie pomaga mi też to, że załamał mi się challenge z czipsikami i zerówkami. Nie do końca też wiem, co i jak chciałbym robić w „życiu”, po prostu nie wiem. Mam wrażenie, że wszystko, czego się łapię, rozpada się w rękach albo po prostu jest już zjebane, było zjebane albo zostanie w ten czy inny sposób zjebane.

Wahadło skrajności

Do tego dochodzi uciążliwość dnia codziennego, tak najzwyczajniej w świecie. Po ludzku. Do zaopiekowania cała lista różnych rzeczy, z którymi nie mogłem się jeszcze, a w zasadzie nigdy, ogarnąć. I te moje decyzje z tym wszystkim, tam i z powrotem, gdzie wycofywanie się i działanie na krawędziach miałoby mi podobno dać jakieś lepsze rezultaty, a póki co nie mam żadnych sensownych rezultatów. Po jakimś czasie porzucam daną skrajność na rzecz drugiej i działam na wielkim wahadle, które nie prowadzi nigdzie do przodu, tylko kołysze mną coraz potężniej na boki. Nie wiem sam już, czy jestem w stanie opanować to kołysanie i czy to jest sztorm na zewnątrz, czy moje nieumiejętne rozłożenie ciężaru (ładunku) na okręcie, którym płynę przez to swoje życie, nie do końca wiedząc chyba na razie, do jakiego portu.

Co mam pewnego?

Czy ja mam jakieś rzeczy pewne w życiu? Jakieś postanowienia, cele? Tylko nie takie z górnej półki marzeń i ambicji, tylko takie, które są na miarę moich obecnych sił i możliwości. Czy mam to wszystko jakoś tak naprawdę, z serca (i mniej rozumu) przemyślane? Czy trochę tak, angażując się w jedno, rozpuszczam resztę i nie mogę przemieścić się do przodu?

Bez dawnej mocy sprawczej

No i co? Zrobiło się filozoficznie, a wszystko, z czym się mierzę, to zadania i wyzwania, które wymagają uporządkowania, dyscypliny i po prostu poświęcenia im uwagi – działania, skoncentrowanego, radykalnego działania, i pójdzie. Problem w tym, że nie stać mnie teraz na takie działanie, jestem bez tak dużej mocy sprawczej jak kiedyś. Nie wiem, czy to wiek? Czy kolejne lata nieudanych prób? Czy kolejne niespełnione, również wobec siebie, obietnice? Wielkie projekty, matryce, obszary życia – marzenia o byciu kimś innym, niż jestem, posiadania czegoś, czego nie mam – dążenie do realizacji wizji, które czy tak naprawdę są moje? Czy czyjeś? Czy będąc czyimś trenerem, można sobie pozwolić na rozkojarzenie, dekoncentrację i niezauważenie czegoś, narażenie kogoś na kontuzję? Bo książka, którą kupiłem, leży nieprzeczytana, a może tam właśnie leży odpowiedź na zadane pytania, na które improwizowałem i odpowiadałem intuicyjnie. To nie przekreśla wartości intuicji, ale też nie daje pewności, pewności, która jest mi tak bardzo potrzebna do dalszego działania.