To jest to lepiej

Wstałem dzisiaj dość wcześnie, 5:20, jeszcze ciemno. Czy już ciemno? Wczorajsza końcówka dnia była dość dziwna, włączył mi się jakiś retro klimat, zmęczenie fizyczne i poznawcze uderzyło mocno i chyba mózg potrzebował czegoś znanego i lubianego. Tak trafiłem na stronki Blizzarda, żeby dowiedzieć się, że Diablo ma się w najlepsze (w 2029 ma być premiera V części… 😳), a WoW przeżywa już chyba trzecią inkarnację w postaci wersji o nazwie Forever… Szczególnie w tym drugim przypadku widać, jak ogromna liczba ludzi nie znajduje we współczesnym świecie rozrywki, która by ich satysfakcjonowała, jeśli opłaca się eksploatować pomysł z 2004 roku, bo – jak doczytałem później – z niewielkimi zmianami.

Jeśli chodzi o Diablo, moje najlepsze wspomnienia to Diablo II, ale co zaskakujące, na macOS dostępna jest tylko III i tutaj jakieś sezony rozgrywek (już 40!) trwają w najlepsze. Ciekawe doświadczenie to też wewnętrzny czat Blizzarda, na którym po zalogowaniu widać, od jak dawna znajomi nie odwiedzali tych przeklętych krain… W moim przypadku rozstrzał jest od 12 lat do 12 minut… No cóż. Pewnie ja też się komuś zaświeciłem na jego panelu. I tak udało mi się wczoraj wieczorem „zdławić” to dziwne coś w środku. Nie wiem, co to jest, ale jest to uczucie coraz bardziej skręcające w stronę rozgoryczenia i rozczarowania!?

Te wszystkie pseudocoachingowe filmiki na YouTube, w trendzie „że całe życie na coś czekamy” i żyć trzeba tu i teraz, bo można się nie doczekać, nie pomagają. Mam wrażenie, że robię codziennie dość dużo i żyję, mam ciekawą i kreatywną pracę, specyficzną i trudną (każdy ma swoje problemy), ale mam też rodzinę, żonę, dzieci. Dom, w którym cały czas coś się dzieje. Może to i jest mój powód do narzekań, ale mam ludzi, którzy mnie potrzebują, mam też takich, którzy mnie doceniają i szanują, mam też wokół siebie takich, którzy mnie nie lubią. Mam przyjaciół, mam też… wrogów to za dużo powiedziane, ale mam przeciwników. Mam swoje poglądy, szeroką wiedzę, sporo planów i marzeń, wspomnień i zdarzeń, które mnie ukształtowały i choć już odległe, to przywołane w pamięci nie są łatwe. Czuję, że dalej zieje z nich mrok i pustka, w którą nie chcę zaglądać.

Zmagam się z problemami, większość czasu są to problemy, do których sam doprowadziłem, bo choć staram się, jak mogę, pilnować swoich demonów, to na co dzień jest to walka nierówna. Im dalej, z wiekiem ta neuroplastyczność maleje i dawno wyryte schematy wracają i dominują, a życie, psychika chciałyby do wersji z Instagrama. Tyle że to wersja nieprawdziwa, najlepsza, jak najlepsze sceny filmu w trailerze, na którym później nudzimy się lub irytujemy w kinie. Nie chcemy jednak wychodzić, bo bilet dużo kosztował, a zresztą przyszliśmy z rodziną, która zdaje się dobrze bawić. I tak kawałek po kawałku oddajemy się dla innych, a w środku zostaje ten mały, żarzący się od lawy niespełnionych ambicji i niedokończonych spraw, wiecznie niespełniony egoista i cynik, który – ile bym nie zrobił – macha ręką, mówiąc, że to za mało albo że to jest bez znaczenia. Że prawdziwe wyniki i spełnienie są gdzie indziej i są poza spełnieniem.

Bardzo muszę uważać i pilnować wartości, które już mam, skupić się na tu i teraz, które znika po kawałku każdego dnia, nie dając w zamian żadnej pewności i gwarancji, że wymyślone „lepiej” jutro będzie miało miejsce. Wstałem, jest ciemno, ale czuję się dobrze. Za chwilę zmienię się w biegacza trailowego, którym bez wątpienia jestem (nie profesjonalnym, ale amatorskim), bo jak można nazwać kogoś, kto przebiegł już tysiące kilometrów po lesie? Poczekam na wschód słońca i zrobię swoje wtorkowe 7 km w lesie i to jest to lepiej! Dzisiaj, za chwilę. Nie w krainie dawnych wyników i danych, nostalgii przeszłych startów i lukrowanych obietnic w social mediach czy wiecznie popisujących się i aspirujących do tych obrazków niedojrzałych kogutów.

Na spokojnie, jest czas na złapanie odpowiedniej chwili i zrozumienie, gdzie można i należy skupić siłę i wzmocnić działania. Nie rozpraszać energii na nostalgię i melancholię. Jeśli są marzenia, jeśli są plany, projekty, jeśli jest myśl „chciałbym to i tamto, zrobiłbym to i to, z tym muszę coś zrobić, to mi przeszkadza”, to jest życie i jest chęć do tego życia, którą trzeba pielęgnować i wzmacniać. Nie wszystko musi być skomplikowane. Gdy życie się komplikuje, trzeba aplikować proste metody na złożone problemy, aby dążyć do uproszczonej pozycji i podjąć działanie, do którego jesteśmy zdolni i w którym mamy sprawczość. Mamy w sobie siłę, choćby było jej bardzo mało.

Dzisiaj rano podjąłem decyzję. Zostaje tylko TrueGritFit jako forma mojej zewnętrznej ekspresji. To wszystko, co teraz czuję i robię, najbardziej rezonuje z tym miejscem, czy też z moim zamysłem tego miejsca. Nie chcę i nie potrzebuję wymyślać, co napisać. Chcę pisać to, co myślę i czuję w danej chwili, i taką rolę ma to pełnić, przy okazji zapisu mojej dalszej drogi.