Mam taką refleksję dzisiaj, że w wieku dojrzalszym jest znacznie mniej marginesu na wszystko. Wystarczy chwila nieuwagi i można wyglądać i czuć się bardzo, bardzo źle. Nie potrzeba tutaj jakiejś sekwencji niefortunnych zdarzeń. Wystarczy niedospanie w jedną noc, męczący tydzień, zaburzona rutyna, trochę gorsze jedzenie, minimalnie przegięty trening, bo pomimo wcześniejszych próbujemy robić jakiś tam plan, i później w zwykłych społecznych sytuacjach zaczyna się kłopot.

Kiedy brakuje świeżości

Nie ma tej bystrości, chęci, nie ma też świeżości i przyzwoitego wyglądu, który przy minimum higienicznego życia można po prostu mieć. Błysnąć ciętą ripostą czy fajną opowieścią i wyjść wcześniej z imprezy, a nie wyglądać jak kandydat na wycieczkę na OIOM od samego wejścia. No, takie mam dzisiaj przemyślenia. Żaden ze mnie lew salonowy, ale wyprasowana koszula, ogolony, w miarę wypoczęty gość z rana to nie ten sam zawodnik co ten z wieczora, którego trochę przemieliło już życie.

Wieczorne wyjście po czterdziestce

Po czterdziestce trzeba sobie takie akcje jak wieczorne wyjścia dobrze planować i się oszczędzać. Dać sobie też czas na toaletę i chwilę relaksu. To ma być przyjemne, co nie? Więc prysznic w odświeżających, fajnych nutach, do tego…

Enjoy Yourself (It’s Later Than You Think) – to taki spojler na jutro.